sonet 130.
Patrzysz na wersję archiwalną tematu "sonet 130." z forum pl.hum.poezja
Ewuha - 6 Maj 2004, 12:29
Szekspira oczywiÂście
My mistress' eyes are nothing like the sun;
Coral is far more red than her lips' red.
If snow be white, why then her breasts are dun;
If hairs be wires, black wires grow on her head.
I have seen roses damasked, red and white,
But no such roses see I in her cheeks;
And in some perfumes is there more delight
Than in the breath that from my mistress reeks.
I love to hear her speak; yet well I know
That music hath a far more pleasing sound.
I grant I never saw a goddess go;
My mistress, when she walks, treads on the ground.
And yet, by heaven, I think my love as rare
As any she belied with false compare.
Nie sÂłoĂącem jest ten promieĂą, co z oczu jej pada;
CzerwieĂą jej warg ma odcieĂą bledszy niÂż korale,
Przy bieli Âśniegu pierÂś jej wydaje siĂŞ Âśniada,
WÂłos jej to wÂłos - nie w zÂłocie wyrzeÂźbione fale
Znam róÂże, których biaÂłoœÌ przechodzi w purpurĂŞ,
Lecz nie takie siĂŞ róÂże rumieniÂą w jej cerze;
RozkoszniejszÂą woĂą majÂą perfumy niektóre
NiÂż tchnienie mojej miÂłej - nie wiĂŞcej niÂż ÂświeÂże.
LubiĂŞ dÂźwiĂŞk jej sÂłów - przecie, gdy muzyka pÂłynie,
Czulej mnie ukoÂłysze brzmieniami bÂłogiemi;
PrzyznajĂŞ, nie widziaÂłem jak chodzÂą boginie,
Jedno wiem: moja stÂąpa po realnej ziemi.
Lecz w oczach mych przyĂŚmiewa - powiem bez wahania -
Wszystko, czym jÂą faÂłszywe czyniÂą porównania
w przekÂładzie StanisÂława BaraĂączaka
:-)))
Asasello - 7 Maj 2004, 14:40
My mistress' eyes are nothing like the sun;
(...)
Nie słońcem jest ten promień, co z oczu jej pada; (...) w przekładzie Stanisława Barańczaka
Przekład Macieja Słomczyńskiego:
W oczach kochanki mojej słońce lśni,
Czerwień korali barwę warg przerasta,
Przy bieli śniegu smagłe są jej piersi,
Włos jak drut czarny jej głowę porasta.
Róże z Damaszku znam, białoczerwone,
Lecz na jej licu róż tych nie dostrzegam;
I znam pachnidła wonią nasycone
Milszą niż tchnienie, co z jej ust wybiega.
Lubię, gdy mówi, lecz wiem doskonale,
Że stokroć bardziej mnie muzyka wzrusza;
Bogiń chodzących nie widziałem wcale,
A wiem, że miła ciężko się porusza.
Lecz, nad Niebiosa, jest warta kochania
Ponad fałszywe wszelkie porównania!
Ewuha - 7 Maj 2004, 16:04
no i co? który bardziej?
bo mnie jednak Słomczyńskiego bardziej siem podobi :-))) kurcgalopkiem udam się więc do księgarni, coby dalsze porównania czynić
ha i jeszcze kilku sie naumiem gadać, o!
:-)))))))))
Asasello - 7 Maj 2004, 16:39
no i co? który bardziej? bo mnie jednak Słomczyńskiego bardziej siem podobi
Zdecydowanie Słomczyński!
(chociaż Barańczaka bardzo lubię ale nie tom razom :)
a.
marco - 7 Maj 2004, 18:07
no i co? który bardziej? bo mnie jednak Słomczyńskiego bardziej siem podobi :-)))
No tak, Barańczka trochę za bardzo to wszystko powydłużał. Na dodatek - poszedł na łatwiznę, jak nie wiem. Jak to pięknie mówi Włodek - placebo, placebo i jeszcze raz placebo. A wszystko po to, żeby na silę utrzymać 13 sylab w wersie. Więc mamy: "jest ten promień", "co z oczu jej", "jej warg", "włos jej", "w jej cerze"... ojej.. ojej! Jakby czytelnik miał sklerozę i trzeba mu było co chwilę przypominać, że w drugim wersie wciąż chodzi o babę z pierwszego, w trzeciem, że o cały czas to ta sam baba, a w czwartym znowu... Czytam i myęlę sobie - może ten co zaczął pisać ów sonet upewniał się co chwila, że pisze jeszcze o tej samej kobiecie?
Nie słońcem jest ten promień, co z oczu jej pada; Czerwień jej warg ma odcień bledszy niż korale, Przy bieli śniegu pierś jej wydaje się śniada, Włos jej to włos - nie w złocie wyrzeźbione fale Znam róże, których białość przechodzi w purpurę, Lecz nie takie się róże rumienią w jej cerze; Rozkoszniejszą woń mają perfumy niektóre Niż tchnienie mojej miłej - nie więcej niż świeże. Lubię dźwięk jej słów - przecie, gdy muzyka płynie, Czulej mnie ukołysze brzmieniami błogiemi; Przyznaję, nie widziałem jak chodzą boginie, Jedno wiem: moja stąpa po realnej ziemi. Lecz w oczach mych przyćmiewa - powiem bez wahania - Wszystko, czym ją fałszywe czynią porównania
Natomiast Słomczyńskiemu wyszła lekka parodia, jak na przykład tu: "Włos jak drut czarny jej głowę porasta" albo: "A wiem, że miła ciężko się porusza". Wyobrażam sobie kobietę, która otrzymuje taki sonet od mężczyzny. Czyta oburzona i strzela ukochanego w pysk.
Twój kuchenny zapał. W łóżku jest zwinka. - A ten drut czarny na głowie? - Skrzywienie zawodowe... wiesz, że jestem elektrykiem.
W oczach kochanki mojej słońce lśni, Czerwień korali barwę warg przerasta, Przy bieli śniegu smagłe są jej piersi, Włos jak drut czarny jej głowę porasta. Róże z Damaszku znam, białoczerwone, Lecz na jej licu róż tych nie dostrzegam; I znam pachnidła wonią nasycone Milszą niż tchnienie, co z jej ust wybiega. Lubię, gdy mówi, lecz wiem doskonale, Że stokroć bardziej mnie muzyka wzrusza; Bogiń chodzących nie widziałem wcale, A wiem, że miła ciężko się porusza. Lecz, nad Niebiosa, jest warta kochania Ponad fałszywe wszelkie porównania!
Asasello - 7 Maj 2004, 18:17
Na dodatek - poszedł na łatwiznę, jak nie wiem. Jak to pięknie mówi Włodek - placebo, placebo i jeszcze raz placebo. A wszystko po to, żeby na silę utrzymać 13 sylab w wersie. Więc mamy: "jest ten promień", "co z oczu jej", "jej warg", "włos jej", "w jej cerze"... ojej.. ojej! Jakby czytelnik miał sklerozę i trzeba mu było co chwilę przypominać, że w drugim wersie wciąż chodzi o babę z pierwszego, w trzeciem, że o cały czas to ta sam baba, a w czwartym znowu... Czytam i myęlę sobie - może ten co zaczął pisać ów sonet upewniał się co chwila, że pisze jeszcze o tej samej kobiecie? (...) Natomiast Słomczyńskiemu wyszła lekka parodia, jak na przykład tu: "Włos jak drut czarny jej głowę porasta" albo: "A wiem, że miła ciężko się porusza". Wyobrażam sobie kobietę, która otrzymuje taki sonet od mężczyzny. Czyta oburzona i strzela ukochanego w pysk.
Twój kuchenny zapał. W łóżku jest zwinka. - A ten drut czarny na głowie? - Skrzywienie zawodowe... wiesz, że jestem elektrykiem.
MARCO!!!
Kocham Cię!!!
(choć zdarza mi się nienawidzić :)
cholera
bo znów muszę powiedzieć żeś geniuszem (w dodatku powiedzieć - całkiem serio :-| )
a.
elka-one - 7 Maj 2004, 18:37
| no i co? który bardziej?
| bo mnie jednak Słomczyńskiego bardziej siem podobi
Zdecydowanie Słomczyński!
(chociaż Barańczaka bardzo lubię ale nie tom razom :)
a.
A mnie jednak bardziej Barańczak. Nie mogę jakoś znieść tego włosa, co głowę jej porasta. Choć niektóre wolę w tłumaczeniu Słomczyńskiego (a może Paszkowskiego? bo sama już nie wiem?), np.mój ukochany sonet CXVI. Mam tyko tłumaczenie Barańczaka i nie znalazłam mimo starań innego, tego, które tak pięknie śpiewa Sojka, a które zaczyna się od słów:: "Zdrady są w związku dusz wiernych nieznane". Jeśli ktoś ma , proszę, przyślijcie.
elka-one - 7 Maj 2004, 18:40
Oczywiście zapomniałam wkleić Barańczaka:
Nie ma miejsca we wspólnej dwojga serc przestrzeni Dla barier, przeszkód. Miłość to nie miłość, jeśli, Zmienny świat naśladując, sama się odmieni Lub zgodzi się nie istnieć, gdy ją ktoś przekreśli. O, nie: to znak, wzniesiony wiecznie nad bałwany, Bez drżenia w twarz patrzący sztormom i cyklonom - Gwiazda zbłąkanych łodzi, nieoszacowanej Wartości, choćby pułap jej zmierzył astronom. Miłość to nie igraszka Czasu: niech kwitnące Róże wdzięków podcina sierpem zdrajca blady - Miłości nie odmienią chwile, dni, miesiące: Ona trwa - i trwać będzie aż po sam skraj zagłady. Jeśli się mylę, wszystko inne też mnie łudzi: Że piszę to; że kochał choć raz któryś z ludzi.
e-o
marco - 7 Maj 2004, 19:18
| | no i co? który bardziej?
| bo mnie jednak Słomczyńskiego bardziej siem podobi
| Zdecydowanie Słomczyński!
| (chociaż Barańczaka bardzo lubię | ale nie tom razom :)
| a.
A mnie jednak bardziej Barańczak. Nie mogę jakoś znieść tego włosa, co głowę jej porasta.
Tak, po odrzuceniu placebo Barańczak jest git.
Choć niektóre wolę w tłumaczeniu Słomczyńskiego (a może Paszkowskiego? bo sama już nie wiem?), np.mój ukochany sonet CXVI. Mam tyko tłumaczenie Barańczaka i nie znalazłam mimo starań innego, tego, które tak pięknie śpiewa Sojka, a które zaczyna się od słów:: "Zdrady są w związku dusz wiernych nieznane". Jeśli ktoś ma , proszę, przyślijcie.
Słomczyński też jest w porząsiu - tłumacząc 130 Sonet pewnie myślał o teściowej?
-- elka-one
marc-one
marco - 7 Maj 2004, 19:50
E tam... znowu przelotnie.
(choć zdarza mi się nienawidzić :)
Tak, to z pewnością jest miłość: czuła jak detonator.
cholera
Trudno, trzeba będzie poleżeć w izolatce.
bo znów muszę powiedzieć żeś geniuszem (w dodatku powiedzieć - całkiem serio :-| )
Zawsze po czymś takim dostaję po mordzie. Ale miłość wszystko przetrzyma:
Ja, choć przetłumaczę tłumaczenie Barańczaka. Aha...i dajmy sobie na jakiś czas spokój z kobietami...
Nie ma miejsca w serc dwojga przestrzeni Dla przeszkód. Cóż to za miłość, jeśli Świat naśladując też się odmieni I odejdzie, gdy ktoś ją przekreśli? Nie: milość to gwiazda nad bałwany Wzniesiona i w ślepia złym cyklonom Patrząca, skarb nieoszacowanej Wartości choć widział go astronom. Miłość to nie igraszka: gdy kwitnące Róże ścina sierpem Czas, zdrajca blady - Miłość trwa ponad chwilę, dni, miesiące I trwać będzie, aż po skraj zagłady Jeśli się mylę - inne też mnie łudzi. Piszę to? - choć raz kochał ktoś z ludzi Ciebie Michale
Pozdrawiam ;-) marco
Asasello - 7 Maj 2004, 20:08
Ciebie Michale (?)
ni chuja - jeśli, to tylko litera a.
(ale nie jestem pewien czy ona jest ktoś)
a.
T. Ch opczyk - 8 Maj 2004, 17:48
Oczy mojej miłej słońcu niejednakie i koral czerwieńszy przy jej ust czerwieni. Gdzie by śnieg się bielił, jej pierś tylko blaknie, a gdzie włos by giętki, twardym kłuje lśnieniem.
Róż na adamaszku, bieli z karmazynem, Próżno mi wyglądać u mej miłej lica. Niejedne pachnidła więcej wonią płyną Niż tchnienie, co ciało mej miłej przesyca.
Kocham, kiedy mówi. Przecież mi nie wątpić, muzyki najwięcej słodkie zabrzmią dźwięki. Zdawam, żem nie widział, jak boginka stąpi;
Moja miła ziemię znaczy krokiem ciężkim. Lecz ona, na wszystko, bardziej mi jest cudna, Niż te fałsze wzniosłe, z którymi ją równać.
Wlodzimierz Holsztynski - 8 Maj 2004, 18:59
--
Szekspira oczywiÂście My mistress' eyes are nothing like the sun; Coral is far more red than her lips' red. If snow be white, why then her breasts are dun; If hairs be wires, black wires grow on her head. I have seen roses damasked, red and white, But no such roses see I in her cheeks; And in some perfumes is there more delight Than in the breath that from my mistress reeks. I love to hear her speak; yet well I know That music hath a far more pleasing sound. I grant I never saw a goddess go; My mistress, when she walks, treads on the ground. And yet, by heaven, I think my love as rare As any she belied with false compare.
Tlumaczenie adekwatne czyli najlepsze:
mojej miÂłej w bucie chlupie ludzie mówiÂą o niej: bÂłe! niech se kaÂżdy gada co chce a ja mi³¹ swÂą poÂślubiĂŞ
Wlodek
marco - 9 Maj 2004, 00:22
| Ciebie Michale (?) ni chuja - jeśli, to tylko litera a.
(ale nie jestem pewien czy ona jest ktoś)
Tylko mi tu bez literówek proszę!
m.
marco - 9 Maj 2004, 00:30
-- | Szekspira oczywiÂście | My mistress' eyes are nothing like the sun; | Coral is far more red than her lips' red. | If snow be white, why then her breasts are dun; | If hairs be wires, black wires grow on her head. | I have seen roses damasked, red and white, | But no such roses see I in her cheeks; | And in some perfumes is there more delight | Than in the breath that from my mistress reeks. | I love to hear her speak; yet well I know | That music hath a far more pleasing sound. | I grant I never saw a goddess go; | My mistress, when she walks, treads on the ground. | And yet, by heaven, I think my love as rare | As any she belied with false compare.
Tlumaczenie adekwatne czyli najlepsze:
mojej miÂłej w bucie chlupie ludzie mówiÂą o niej: bÂłe! niech se kaÂżdy gada co chce a ja mi³¹ swÂą poÂślubiĂŞ
Wlodek
MÂądrze, a tak wĂŞzÂłowato aÂż siĂŞ supeÂłek zawiÂązaÂł. Oto sztuka wyrazu! Obok sztuk walki i sztuki miĂŞsa - najbardziej przydatna sztuka w Âżyciu. No to biorĂŞ ÂśrubokrĂŞt i drapiĂŞ na regale:
Sonet 130 ----------- bliÂższa mi Marynia niÂż Atena boginia
Wiliam Szekspir (tÂłumaczenie: marco)
Pozdrawiam marco
marco - 9 Maj 2004, 01:41
Oczy mojej miłej słońcu niejednakie i koral czerwieńszy przy jej ust czerwieni. Gdzie by śnieg się bielił, jej pierś tylko blaknie, a gdzie włos by giętki, twardym kłuje lśnieniem. Róż na adamaszku, bieli z karmazynem, Próżno mi wyglądać u mej miłej lica. Niejedne pachnidła więcej wonią płyną Niż tchnienie, co ciało mej miłej przesyca.
Kocham, kiedy mówi. Przecież mi nie wątpić, muzyki najwięcej słodkie zabrzmią dźwięki. Zdawam, żem nie widział, jak boginka stąpi;
Moja miła ziemię znaczy krokiem ciężkim. Lecz ona, na wszystko, bardziej mi jest cudna, Niż te fałsze wzniosłe, z którymi ją równać.
Fajne połączenie placebo Barańczaka z humorem Słomińskiego.
Już pierwszy wers brzmi obiecująco: "Oczy mojej miłej słońcu niejednakie". Kosmicznie wieloznaczne. Tak tak... słońcu to nic w Układzie Słonecznym nie jest jednakie. Więc skąd niby ktoś ma wiedzieć czy chodzi tu o wielkość oczu ukochanej i wielkość słońca? a może o różnicę temperatur? burze i wiatry? promieniowanie? może ona ma oczy czerwone, ale nie tak czerwone jak zachodzące słońce? OK - uruchamiamy intuicję i przypuścimy, że chodzi o błysk inteligencji. Zapisujemy sobie w notesie: "Ócz miłej słońcu blask niejednaki". Dlaczego nie po prostu: "Blask oczu miłej słońcu niejednaki"? Bo będzie nam potem pasowało ładnie do "Zdawam, żem nie widział, jak boginka stąpi".
Teraz pomijamy niezgrabne "koral czerwieńszy przy jej ust czerwieni", przecież tylko dzieciak pomyśli, że chodzi o koral co wisi tej pani z wiersza na brodzie i przechodzimy do:
"Gdzie by śnieg się bielił, jej pierś tylko blaknie, a gdzie włos by giętki, twardym kłuje lśnieniem."
Z dwuwersu można wyciągnąć radosny wniosek, że tam gdzie ukochana nie ma włosów... tam sterczą jej piersi. Toż to potwierdzenie teorii Darwina! Ale przecież to wiersz Szekspira, za wcześnie na Darwina? No tak. Błąd. Pułapka, trzeba ją obejść. W takim razie: tam gdzie nie ma włosów - śnieg twardym kłuje lśnieniem. Przecież zależność tą podkreśla spięcie obu wersów klamrą "by". W naszym umyśle powoli zaczyna rodzić się podejrzenie, że ukochana jest jakmś potworem ale żachamy się na głupie myśli i zapuszczamy głębiej w utwór.
Czytam więc i czytam i... coraz bardziej zaczynam oburzać się na Autora: czego właściwie on chce od tej kobity? "Róż na adamaszku, bieli z karmazynem, próżno mi wyglądać u mej miłej lica" "Kocham, kiedy mówi. Przecież mi nie wątpić, muzyki najwięcej słodkie zabrzmią dźwięki" "pachnidła więcej wonią płyną niż tchnienie, co ciało mej miłej przesyca" "Moja miła ziemię znaczy krokiem ciężkim"
No nie, ja już nie mogę... litości Autorze! Dobrze, że sonet ma ledwie 14 wersów, bo gdyby miał więcej, to w zawoluowany sposób zrobiłbyś z adresatki maszkarę, jakiej piekło by się nie powstydziło! Na przykład:
Uszy mojej miłej nie pachną jak ule, Czas już wolniej leci niźli ona biegnie, Kocham szepcze do mnie, ale nie tak czule Jak wiatr szepta trawy i drzewa zawiewnie.
Itp., itd. - a to wszystko po to, aby nagle na koniec - o zgrozo!, o przewrotności diabelska! - oświadczyć:
"Lecz ona, nad wszystko, bardziej mi jest cudna"
Taaaa?... to najpierw robi się dziewczynie wymówki, a to, że śnieg bielszy od jej piersi, to znów słońce gorętsze od jej oczu i już róże piękniej wyglądają na adamaszku niż jej rumieńce (trudno, żeby się dzieweczka nie zarumieniła ze wstydu po takich przytykach), to znów na koral się pokazuje w jej pierścionku zaręczynowym i triumfalnie, jak łuk, oznajmia: "to już koral czerwieńszy przy twej ust czerwieni". I nagle, mimochodem, jakby nic się nie stało: "Lecz ty, nad wszystko, bardziejś mi jest cudna"
Biedna dziewczyna z sonetu.... biedna, biedna. Autor zmieszał ją z błotem a potem oznajmia, że już wszystko w porządku, kocha ją pomimo wszystkich braków jakie w niej wypatrzył. Zaś nam, Czytelnikom rzuca na odchodne:
"Niż te fałsze wzniosłe, z którymi ją równać."
No to teraz się zdenerwowałem bo przeczytalem do samiutkiego końca, i pytam: a kto mi tu te wszystkie fałsze wzniosłe, ten kit o brzydocie wciskał? Co?
aż łzy polały się sonetowej dzieweczce na to że jest taka pięknie śmiertelna i tak mu przez to bliska, bliższa nad boginie co nie wiadomo gdzie, i nad muzykę która jest dla wszystkich a kiedy ona szepce mu do ucha kocham, to kocham jest tylko dla niego, no - dla Barańczaka, a i oddech ma jej świeży, gdy całuje jej usta i ten oddech jest tylko jego, nie to co ta woń śmnierdzideł którymi można pokropić nawet kurę:
Barańczak:
Nie słońcem promień, co spod rzęs pada; Czerwień jej warg bledsza niż korale, Przy bieli śniegu pierś zda się śniada, Włosy, nie w złocie wyryte fale. Są róże, których biel gna w purpurę Lecz to nie one kwitną w jej cerze; Rozkoszniej pachną zioła niektóre Nad tchnienie miłej - po prostu świeże. Piękny ma głos, lecz muzyka płynie Czulej dźwiękami mamiąc błogimi; Nie widziałem jak chodzą boginie, Moja stąpa po realnej ziemi I przyćmiewa - powiem bez wahania - Wszystkie fałszywe z nią porównania.
Chlip... chlip... oto prawdziwe credo miłosne... Rozczulony wrócłem na chwilę przetłumaczyć jeszcze bardziej tłumaczenie Słomczyńskiego ("szkoda mi tej maszkary z czarnym drutem na głowie, więc siwą z niej zrobię. w końcu - jak się slyszy takie rzeczy o sobie?")
Słomczyński:
W oczach kochanki mojej słońce lśni, Warg jej czerwieni koral przerasta, Przy bieli śniegu smagłe ma piersi Włos jasny z ciemnym głowę porasta. Róże z Damaszku, białoczerwone Znam, lecz w jej licu ich nie dostrzegam; Wonią pachnidła są nasycone Mocniej niż tchnienie co z niej wybiega. Lubię gdy mówi, lecz doskonale Wiem, że muzyka także mnie wzrusza; Bogiń chodzących nie widząc wcale, Wiem, że się miła ciężej porusza. Lecz, nad Niebiosa - warta kochania, Ponad fałszywe z nią porównania!
No, teraz dziewczyna uśmiechnęła się lekko, a uśmiechnięta od razu wyładniała dookolny świat, musnęła uśmiechem siódmą dwadzieścia jeden i nawet tu u mnie, w Warszawie, rozchmurzyło się za oknem. Przyszedł czas uratować trzecią dziewczynę od smoka pomówień:
Cłopczyk:
Źrenic blask jej - słońcu niejednaki, Koral czerwieńszy niż ust czerwienie, Kiedy śnieg spadnie cera jej blaknie, Włos jak len miękki świt ostrzy lśnieniem. Róż w adamaszku, biel w karmazynach Częstszymi gośćmi niż w miłej licach, Pachnidło martwe a wonią płynie Tchnienie kochanej sobą przesyca. Wierzę w co mówi, choć mógłbym zwątpić Muzyki słodkiej złowiwszy dźwięki, Czytałem w księgach jak muza stąpa, By taniec lubej wydał się ciężkim. Lecz nade wszystko - bardziej mi cudna, Fałszem co wzniosłe, gdy Ją porównać!
Wlodzimierz Holsztynski - 9 Maj 2004, 05:46
marco:
Mądrze, a tak węzłowato aż się supełek zawiązał. Oto sztuka wyrazu! Obok sztuk walki i sztuki mięsa
Nie zapomnij tez o sztuce Wali, podniebiennej Miss.
- najbardziej przydatna sztuka w życiu. No to biorę śrubokręt i drapię na regale: Sonet 130 ----------- bliższa mi Marynia niż Atena boginia
Wiliam Szekspir (tłumaczenie: marco)
Postawiles kropke nad i, jak w Siekspeare (czyt. Siekspir).
Serio, ten sonet 130, to zadna poezja, o czym wspomnialem juz w innym watku. Masz marco lekkosc i latwosc do formy, wiec dobrze, ze dales (oprocz powyzszego, 2-linijkowego zasadniczego tlumaczenia wlasnego) dwie wariacje tlumaczen. Dobrze, ze istnieja tlumaczenia tego sonetu na polski. Ale poniewaz jest slaby, to sam nie odczuwalem potrzeby popracowania (bo dla mnie to bylby spory wysilek) nad jeszcze jednym tlumaczeniem (w sensie standardowym). Sądzę ze nasze "skrocone tlumaczenia", Twoje i moje, jasno pokazaly, ze sonet 130 ma wiele slow, ale napuszonych, juz przed kilkaset laty wyswiechtanych do niemozliwosci... Jest to nic, tylko rozdeta do 14 linijek drobna konstrukcja glowowa. Nie ma o czym wiecej mowic :-)
No coz, zalatwilismy Wilusia i mozemy spokojnie pospac. Pozdrawiam,
Wlodek
T. Ch opczyk - 9 Maj 2004, 17:13
Szekspira oczywiÂście My mistress' eyes are nothing like the sun; Coral is far more red than her lips' red. If snow be white, why then her breasts are dun; If hairs be wires, black wires grow on her head.
I have seen roses damasked, red and white, But no such roses see I in her cheeks; And in some perfumes is there more delight Than in the breath that from my mistress reeks.
I love to hear her speak; yet well I know That music hath a far more pleasing sound. I grant I never saw a goddess go;
My mistress, when she walks, treads on the ground. And yet, by heaven, I think my love as rare As any she belied with false compare.
Nie sÂłoĂącem jest ten promieĂą, co z oczu jej pada; CzerwieĂą jej warg ma odcieĂą bledszy niÂż korale, Przy bieli Âśniegu pierÂś jej wydaje siĂŞ Âśniada, WÂłos jej to wÂłos - nie w zÂłocie wyrzeÂźbione fale
Znam róÂże, których biaÂłoœÌ przechodzi w purpurĂŞ, Lecz nie takie siĂŞ róÂże rumieniÂą w jej cerze; RozkoszniejszÂą woĂą majÂą perfumy niektóre NiÂż tchnienie mojej miÂłej - nie wiĂŞcej niÂż ÂświeÂże.
LubiĂŞ dÂźwiĂŞk jej sÂłów - przecie, gdy muzyka pÂłynie, Czulej mnie ukoÂłysze brzmieniami bÂłogiemi; PrzyznajĂŞ, nie widziaÂłem jak chodzÂą boginie,
Jedno wiem: moja stÂąpa po realnej ziemi. Lecz w oczach mych przyĂŚmiewa - powiem bez wahania - Wszystko, czym jÂą faÂłszywe czyniÂą porównania
w przekÂładzie StanisÂława BaraĂączaka
:-)))
Ewuha - 9 Maj 2004, 18:28
Użytkownik "T. Chłopczyk" wyznał
bardzo chciałbym, żeby było, lub chociaż bywało, inaczej: tak jak w sonecie.
:-)))))))))))))
Jako osobisty manifest tego pragnienia, a także szacunku dla tej małej (banalnej i oklepanej) idei, stworzyłem własne tłumaczenie.
a czy można je przeczytać? tu, alibo na privie
hehehe - też ono uczyniłam, aczkolwiek mocno niedoszlifowane jest i chyba właśnie niewiara w prawdziwość wyznań peela najbardziej mi przeszkadza ;-))
elka-one - 10 Maj 2004, 01:31
| Szekspira oczywiście
Ton dyskusji w tym wątku był przeważnie żartobliwy. Czasem z polotem, a czasem z polotem mniejszym - to nie takie ważne, polotu było dość, żeby się ubawić. Choć nie mam śladu kwalifikacji do przeprowadzenia psychoanalizy tych żartów, to mój subiektywny sposóbich odbioru jest podobny, jak notatek o testosteronie: są atrakcyjne formalnie, ale w głębi ducha żal mi, że to one są na czasie, a nie sonet Szekspira.
Myślę, że nie masz racji. Myślę, że ton komentarzy jest tylko tonem charakterystycznym dla naszych czasów w ogóle. Kto dziś ma odwagę publicznie i wylewnie przyznawać się do uczuć? Chowamy je głęboko, a w każdym razie z rezerwą wystawiamy na widok publiczny. Nie jest jeszcze jednak tak źle, jeśli ktoś w ogóle czyta Szekspira, a nie tylko prasę brukową (że litościwie nie wymienię, zresztą, miejsca by brakło).
jestem scientykiem i wierzę w testosteron. Ale bardzo chciałbym, żeby było, lub chociaż bywało, inaczej: tak jak w sonecie. Jako osobisty manifest tego pragnienia, a także szacunku dla tej małej (banalnej i oklepanej) idei, stworzyłem własne tłumaczenie.
Bywa i nie wierzę, że w to nie wierzysz. Nigdy nie zadawałeś sobie pytania: co on/ona w nim/niej widzi? Właśnie to.
Ponieważ nie chcę, by mój manifest całkiem pogrzęsł pod polotem (oraz polotem mniejszym), czynię ten komentarz.
Pozdrawiam jeszcze raz i do usłyszenia kiedyś,
-- T. Chłopczyk http://republika.pl/t_chlopczyk/
marco - 10 Maj 2004, 02:44
jestem scientykiem i wierzę w testosteron.
Natomiast ja wierzę. Dlatego chuchałem w wątek jak w święty ogień na który takie czasy wylały kubeł testosteronu. "Miłość daje szlachetność nawet tym, których natura pozbawiła tej cechy" powiedział Szekspir i zapewne po to, aby uszlachetnić ich jeszcze bardziej, wyrwać z nicości emocjonalnej - stworzył swoje sonety. Sonet 130 jest pięknym sonetem. Autor zdaje sobie sprawę z niedoskonałości obiektu swoich westchnień, jeśli przyrównać go do otaczającego świata. Nie jest ślepym idiotą powtarzającym w kółko "kocham cię, wiesz Roman?", jego zmysły - wzrok i słuch, i jego rozum - znają większe wartości niż poszczególny element miłej. A jednak suma ich niedoskonalości przewyższa masę całego materialnego świata, jest nawet ponad niematerialny świat olimpijskich bogiń! Jest to sonet o człowieczeństwie:
Wiem, że są kwiaty czerwieńsze wiem, że miejsca cieplejsze zapachy zatracające i dźwięki cię kradnące wiem o istnieniu bogiń i o tym, że przemijasz...
a jednak, to ciebie kocham najbardziej i najgoręcej naj naj naj i naj - bo
nie przewidziałem kina!
Pozdrawiam marco
Grzegorz - 10 Maj 2004, 04:43
| My mistress' eyes are nothing like the sun; | Coral is far more red than her lips' red. | If snow be white, why then her breasts are dun; | If hairs be wires, black wires grow on her head. | I have seen roses damasked, red and white, | But no such roses see I in her cheeks; | And in some perfumes is there more delight | Than in the breath that from my mistress reeks. | I love to hear her speak; yet well I know | That music hath a far more pleasing sound. | I grant I never saw a goddess go; | My mistress, when she walks, treads on the ground. | And yet, by heaven, I think my love as rare | As any she belied with false compare.
WÂłodek:
| Tlumaczenie adekwatne czyli najlepsze: | mojej miÂłej w bucie chlupie | ludzie mówiÂą o niej: bÂłe! | niech se kaÂżdy gada co chce | a ja mi³¹ swÂą poÂślubiĂŞ
marco:
MÂądrze, a tak wĂŞzÂłowato aÂż siĂŞ supeÂłek zawiÂązaÂł. Oto sztuka wyrazu! Obok sztuk walki i sztuki miĂŞsa - najbardziej przydatna sztuka w Âżyciu. No to biorĂŞ ÂśrubokrĂŞt i drapiĂŞ na regale: Sonet 130 ----------- bliÂższa mi Marynia niÂż Atena boginia
PoniÂżej za³¹czam mojÂą zbitkĂŞ sÂłów, adekwatnÂą do mojej sytuacji rodzinnej:
a ja wolĂŞ mojÂą AlĂŞ co ma usta nie korale
Pozdrawiam,
Grzegorz
sonet tasowany z masy odcieku. od dna do dna.
sonet śpiewany przez piechotę /po zdechnięciu konia/
#Ćwiczenia stylistyczne 10 - Sonet
sonet pierwszy, autoironiczny
Jak sonet napisac?
sonet
pisze do WAS
blog o hillary duff
biblioteki prawnicze
genialny;sposob;na;stres;medytacja
bonsai studio
katarzyna paskuda czego sie
mmf2 poradnik
idz do podstrony 2800
oklatki i tapety muzyki metalowej
prosba o pomoc w uzupelnieniu wniosku do
Spis postów z grup dyskusyjnych @@ Indeks
|
|